Brak słów

Wczoraj mojej siostrze uciekł syn na rowerze. Ośmiolatek. Wybrała się nie rowerową wycieczkę z synem i jego kolegą z klasy. Yasin pedałował całe lato. Możliwe, że zrobił w granicach 300-400 km. Jego kolega zajechał najdalej 30-40 km. Cała ta wycieczka była dość męcząca dla każdego z uczestników – chłopcy w jedną stronę jadąc co rusz zatrzymywali się, bo zbierali jarzębinę i żołędzie, a moja siostra ich cały czas poganiała. W drodze powrotnej już dość mocno będąc głodnymi jechali dość nierównym tempem, bo Yasin był ciągle z przodu i znikał mamie z oczu, a jego kolega nie miał sił pedałować i w ramach buntu, zatrzymywał się przy każdej napotkanej ławce i siadał, by odpocząć. Skończyło się na tym, że Yasin dostał od mamy pozwolenie, by dojechać do najbliższego zakrętu i tam zaczekać na resztę, a kolega obiecał, że już nie będzie się zatrzymywać, tylko muszą jechać dużo wolniej. Yasin pojechał dalej niż do zakrętu – przejechał cały las, dostał się na ulicę, pojechał 1,5 km tą ulicą, przejechał tory tramwajowe i wszedł do mieszkania. Ja w międzyczasie dostałam telefon od spanikowanej i zaryczanej siostry, że zgubiła syna, a „ten debil” za wolno jeździ, by mogła odszukać Jaśka. Mówiąc debil miała oczywiście na myśli kolegę syna, czy też syna swojej bliskiej koleżanki od której jest dość mocno zależna finansowo (zasponsorowała Jaśkowi pierwsze półrocze w prywatnej szkole, raz na dwa miesiące robi prezent w postaci środków do prania i co jakiś czas daje markowe ciuchy, z których wyrósł jej syn, a na Jaśka pasują jak ulał). Szukając swojego syna, przykazała Alkowi (koledze Yasina) siedzieć na ławce i się nie ruszać (była godzina 17:00 i w lesie był już dość duży zmierzch), zaczepiła jakąś parkę jeżdżącą na rowerze, by pomogli jej szukać dziecka, kogoś poprosiła, by sprawdził na brzegu stawu, czy tam nie ma chłopca na rowerze i w końcu po półgodzinnym szukaniu zadzwoniła do mnie. Ubrałam się i wychodząc z mieszkania (pomyślałam, że wyjdę na przeciw, bo może Yasin czeka na skraju lasu) natknęłam się na Jaśka. Był trochę zasapany (pewnie szybko pedałował i do tego wchodził na 3 piętro), ale poza tym w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że zrobił coś masakrycznego. Zadzwoniłam do Agaty, usłyszałam przez telefon „zabiję gnojka”. Yasin był zaskoczony, gdy powiedziałam mu, że gdyby mój syn wyciął mi taki numer, to nie dostałby dzisiaj obiadu i cały następny dzień siedziałby w sypialni bez dostępu do jakiejkolwiek zabawki czy sprzętu elektronicznego. Jego pierwszym posiłkiem byłoby dopiero śniadanie. Do końca roku miałby szlaban na telefon i laptopa, a na rower przez najbliższy tydzień. Do szkoły musiałby chodzić piechotą, podczas gdy matka jechałaby na swoim rowerze. Nie byłoby opcji, by mógł jechać na bagażniku. I za każde „nie chcę”, „nie zrobię”, „zmęczyłem się”, „yY” odejmowałabym jakąś swoją domową czynność, np. za jego „nie zrobię” ja nie zrobiłabym obiadu, za kolejne nie nastawiłabym prania, itd, itp.
Siostra po powrocie wciągnęła go do łazienki i słychać było, jak dostał z liścia. Potem wszyscy usiedli do obiadu. Po obiedzie Yasin dowiedział się, że ma na cały tydzień szlaban na telefon i laptopa.

Po co o tym piszę?

Nie dalej jak dobę temu dzieciak miał powiedziane wprost – szlaban na tel i lapka. Teraz siedzą we dwójkę przed laptopem i matka objaśnia synowi kolejne sceny odcinka z serialu Colombo. Rano miał powiedziane, że ma mieć przeczytaną całą lekturę „O psie, który jeździł koleją” – od 9:00 do 16:00 przeczytał 14 stron. W międzyczasie pod nieuwagę matki grał na telefonie (udawał, że czyta). Tłumaczy synowi kto to jest kochanka, a nie potrafi wytłumaczyć znaczenia słowa „zawadiacki”. Porażka dla mnie totalna.

Brak mi słów. Jak zwykle, gdy to ma związek z moją siostrą i jej synem.

Blog Ojciec – 5 rzeczy..

Jestem po lekturze artykułu Kamila z Blog Ojciec

 

Wykorzystywanie swojej „dorosłości” jako czegoś wyższego nad dzieckiem jest i podłe i okrutne. Bez względu na to, czy dziecko ma 3 lata, czy 15 – za każdym razem jest to człowiek pełen ufności i nadziei, że ten, co stoi naprzeciw chce dla mnie tylko najlepiej w całkowicie pełnym tego słowa znaczeniu. Gdy podłość się powtarza w umyśle dziecka powstaje trwała myśl, że skoro tak robi mi rodzic, to znaczy że tak musi być. A gdy już dorośnie, to albo powiela zachowania przodka, albo ma żal, że było tak traktowane. Do dziś nie cierpię mojego wujka (brata mamy), który gdy miałam 14 lat filmował mnie, gdy stałam przed lustrem i wyciskałam sobie „syfki”. Gdyby tylko filmował, ale on na zjazdach rodzinnych puszczał to, gdy wszyscy siedzieli w salonie.. Ciociom, wujkom, kuzynostwu. Mama była zażenowana, ojciec przechodził nad tym do porządku dziennego. Albo ojciec robiący awanturę na pół ulicy i sąsiedzi stający w mojej obronie. Nie zapomnę tekstu, który po niemal 30 latach nadal go śmieszy, a dla mnie jest nadal tak samo durny, jak wówczas – umyłam samochód, a sąsiad, który cały czas obserwował moją pracę na koniec mówi do mojego ojca „ale pierworodna wypucowała ci autko, tak błyszczy, że aż w oczy razi”, a ojciec na to „błyszczy póki mokre”.. przeszła mnie myśl, by obrzucić ten samochód jajami, ale wiedziałam, że musiałabym wtedy myć ten samochód do końca moich dni mieszkając pod dachem rodziców, no i jeszcze zarobiłam co najmniej z liścia, jeśli nie kilka pasów na tyłek. Bardzo ciężko jest wyeliminować z siebie „wbite” nawyki z dzieciństwa. Pomagam wychowywać 8-latka i nie raz ugryzłam się w język, nie raz przepraszałam, nie raz ryczałam do poduszki, że przypominam swojego ojca. Ale uczę się i mam nadzieję, że Młody będzie w przyszłości super tatą, którego dzieci będą uwielbiać, a nie się bać. 🙂