Tom Cruise

Ostatnio jakoś tak wzięło mnie na oglądanie filmów z jego udziałem.. a zaczęło się od tego, że siostra spotkała się z pilotem F-16 😉 Nie latała z nim, bo i jak, ale zazdroszczę jej jak cholercia 😀 Ileż to razy stałam na tarasie i z zazdrosnym zachwytem przyglądałam się tym maszynom latającym nad moją głową.. Kilka miesięcy temu był Air Show i rzecz jasna siedziałam z kamerą na dachu 😉 Co ma z tym Cruise? Ano ten pilot podesłał jej kilka linków na YT z lotami różnych wielkich maszyn i wspomniał jej o filmie „Szybki jak błyskawica”. Oczywiście siostra wszystko pokręciła, gdy mi to opowiadała, ale taki już jej urok 😉 za nic nie mogła sobie przypomnieć o jakiego aktora jej chodzi, pamiętała tylko, że to stary film o samolotach hue hue hue

A gdy tak przypomniałam sobie czasy, gdy oglądałam ‚Szybkiego’, to pojawił się w mojej głowie „Coctail”. Od niego też zaczęłam wędrówkę po filmach z Tomem.

Coctail – przesympatyczny powrót do nastoletnich czasów -muzyki, której wtedy słuchałam, wakacji pełnych słońca i zakochań.. eeech.. mimo wszystko naprawdę było super.. Pamiętam też, że gdy pracowałam jako barmanka, to chciałam robić podobne cyrki z butelkami, szklankami, shaker’em.. ostatecznie nie robiłam ich, ale i tak fajnie mi się pracowało za barem 🙂
Podczas tego filmu uświadomiłam sobie, że od zawsze nie podobał mi się i nie lubię Toma Cruise, bo śjakiś taki dziwny trochę, a w dodatku bardzo mi przypomina brata mojej Mami, którego nie bardzo nie lubię i tę niechęć chyba przeniosłam na tego aktora.
Na FW dałam 7/10 gwiazdek

Zahaczyłam również o Rock of Ages.. Bożżżże.. Co to ma być???!!! Gdy przewijała się na początku lista występujących aktorów, aż się rozsiadłam wygodniej – Alec Baldwin, Catherine Zeta-Jones, Tom Cruise i kilku jeszcze znanych z fajnych ról drugoplanowych.. ale po kilkunastu minutach mina mi tak zrzedła, że szkoda słów.. nie wytrzymałam nawet pół godziny – wyłączyłam ten badziew zastanawiając się jak to możliwe, że tym ludziom chciało się przyjeżdżać na plan filmowy. No chyba, że założyli się z kimś o wielką kasę, że zagrają w największej szmirze wszechczasów..
1/10 *

Dałam sobie dzień odpoczynku i trafiłam na Wojnę Światów.. powiem szczerze, że mogło być lepiej, ale przynajmniej znalazłam powód dla którego jestem w stanie zaryzykować oglądanie następnych filmów z Tomem. Tylko te załzawione oczy mnie wkurzają, bo są tak masakrycznie nienaturalne. Taka tam sobie opowiastka o tym, jak to zwykły pracownik stoczni uratował Amerykę.. Niech Bóg ją błogosławi! 🙂
6/10*

Po „Wojnie” włączyłam (nie, żeby natychmiast minuta po minucie) Na skraju jutra. Jak dla mnie rewelacja! Świetny film, z rodzaju tych, które lubię – niby zagmatwany, ale gdy go rozłożyć na czynniki pierwsze, to wszystko układa się w piękną całość. Ogólnie to coś jakby futurystyczny „Dzień Świstaka”. Dobrze zagrane, dobrze połączone i do tego Emily Blunt, która wg mnie ma dość intrygującą urodę. Miodzio, palce lizać. Chciałabym część drugą 😀
9/10*

Dzisiaj skończyłam (bo tak naprawdę, to filmy oglądam raczej na raty – nie mam aż tyle czasu, by po prostu usiąść i patrzeć w ekran.. poza tym nie cierpię takiej bezczynności – zazwyczaj w trakcie oglądania robię sobie mani- i pedicure, albo skanuję książkę, albo dziergam.. zawsze coś muszę mieć w rękach 😉 ) Raport mniejszości. Oglądałam go pierwszy raz nie pamiętam kiedy, ale po dzisiejszym zakończeniu przypomniał mi się ten niedosyt, który czułam kiedyś i dziś również – co dalej z jasnowidztwem Agaty? Przecież historię można by było śmiało pociągnąć dalej.. szkoda, szkoda.. Koncepcja świetna, choć dużo by możliwych ewentualności jeśli chodzi o potencjalnych morderców.. Pojawił się Colin Farrell (nigdy nie pamiętam, gdzie są te podwójne literki) – fajnego typka zagrał.. myślę, że zdobył sympatię wielu kobiet, gdy w końcówce swojej roli stanął niejako po stronie głównego bohatera. Po kilku obejrzanych z nim (Farrellem) dochodzę do wniosku, że w „Raporcie” nie miał jeszcze tej zmanierowanej miny zbitego psiaka i przez to tutaj mi się podobał 😉

Z dzisiejszego naboru do Urzędu Wojewódzkiego nici.. nie wiem jak to się stało, dałabym sobie dwie ręce uciąć, że spotkanie w urzędzie miało się odbyć o 10:00. Gdy na zegarku była 8:33 i sprawdzałam jak dojechać, by być jakieś 10/15 minut wcześniej na miejscu, luknęłam sobie jeszcze raz na maila z informacją o tymże spotkaniu, a tam, że na 9:00. W tempie ekspresowym zamówiłam taksówkę, byłam już właściwie gotowa, tylko siedziałam sobie, piłam witaminę C i bawiłam się z kotem, więc była tylko kwestia dojazdu. Niestety nie zdążyłam – spóźniłam się 7 minut. Porażka na maksa. Jak można być tak głupio nieprzygotowanym??? Po tym, jak przez ostatnie dni siedziałam nad ustawami, zarządzeniami i uchwałami praktycznie dzień i noc??? Wstyd mi jak nie wiem co. I będę musiała skłamać siostrze, że się nie dostałam, bo nie przeszłam testów. Bo co mam powiedzieć?! Wku*wi się, gdy usłyszy prawdę. A kto by się nie wku*wił, gdy ma kogoś na utrzymaniu i sam ledwo wiąże koniec z końcem.
Zostaje mi teraz jedynie opcja Chaty Zwierzaka..

Peaky Blinders

Kończę oglądać serial (przede mną ostatni odcinek 3 sezonu). Sam w sobie jest taki sobie, ale muzyka.. Przyłapałam się kilkakrotnie na tym, że nie zastanawiałam się jaka będzie dalsza część akcji, ale jaka nuta poleci w tle.. Muszę znaleźć ścieżkę dźwiękową, bo naprawdę powala z nóg..

Po niemalże półgodzinnym poszukiwaniu jednego utworu (dokładnie: Leonard Cohen – You Want It Darker) zastanawiam się nad zachwytami ludzi odnośnie serialu. Mnie ni ziębił, ni parzył. Nie rozmyślałam w ciągu dnia nad kolejami losu bohaterów, nie wymyślałam ewentualnych dalszych akcji, często podczas już samego oglądania myślałam sobie, że nie do końca wiem o co chodzi. Taki trochę zlepek historii lub im podobnych, które oglądałam np. w Zakazanym imperium (to w głównej mierze, bo i czas akcji ten sam, tylko nie miejsce), jak sobie przypomnę inne „zapożyczenia”, to jeszcze dopiszę. Choć muszę przyznać, że gra aktorska jest na bardzo wysokim poziomie, nie spotkałam się z jakimiś błędami – wręcz przeciwnie, zdarzało się, że szukałam informacji, które potwierdziły co było pokazane na ekranie. Na ten przykład kobiety chodzące z papierosami po ulicy – wydawało mi się niemożliwym, by było to normą w tamtych czasach, a jednak. Choć raczej prostytutki, czy też bliżej – kobiety lekkich obyczajów, poruszały się po ulicy z papierosem w ustach i tak też było w jednym z odcinków. Mam małe „ale” co do męskich fryzur, ale nie jest to aż tak drażniące, bym sprawdzała 😉 Samochody, stroje, bankiety – wszystko piękne i tak jak sobie wyobrażam czasy międzywojenne. Uważam za małe niedociągnięcie, ale nie mam jak to sprawdzić, że ulice Birmingham są całkowicie wyludnione – ani szwendających się psów, ani bawiącej dzieciarni, ani jednego człowieka dorosłego. Wymarłe miasto. Aż boli tak rzucająca się w oczy makieta.
Cillian Murphy – główny bohater. Ma w sobie coś magnetycznego. Widziałam go już ze dwa razy (teraz nie pamiętam gdzie, ale grał jakieś czarne charakterki.. chyba..) i jakoś tak nie przypadł mi do gustu, a tutaj i owszem 🙂 Mam nieodparte wrażenie, że on i Emily Blunt mają jakieś podobieństwo w rysach twarzy.. (chyba zarys ust)

Muzę wrzucę jako playlistę (mam nadzieję, że uda mi się ją fajnie poskładać) już jako osobny wpis.