Święta.. idą święta.. eeech..

Wychodzi na to, że moje ostatnie notatki powstają tylko wtedy, gdy moje ciśnienie jest tuż pod najwyższą możliwą dla człowieka granicą..

Jutro, wg kalendarzyka, mam pierwszy dzień okresu. Ale to znaczy, że już za mną jest PMS. A to znaczy, że nie jestem czepialska i nerwowa. Poza tym zaobserwowałam apogeum mojego PMSa w czwartek. Mamy niedzielę, więc naprawdę to już dawno jest za mną..

A jednak..

Kilka minut temu była awantura.. sąsiedzi znów się nasłuchali.. tym razem poszło o.. CHOINKĘ!!!

Siostra wyczytała na forach (nie wiem jakich, ale jakbym do nich dotarła, to posypałyby się bluzgi – specjalnie bym się zarejestrowała, by wyrazić swoją dezaprobatę dla głupoty ludzkiej), że najlepiej, jak już mniej więcej w połowie listopada wystawi się choinkę, by przyzwyczaić koty do jej obecności w mieszkaniu. Przyzwyczaić do czegoś, co ma rację swojego bytu przez równe 14 dni na rok. Więc teraz po każdym powrocie z pracy koty będą okrzyczane za przewrócone drzewko. Przy każdym podgryzaniu sztucznej zieleniny będą przeganiane (nie wspomnę o zielonym niestrawnym badziewiu w ich jelitach). I tak przez jakieś dwa, trzy miesiące, bo bazując na doświadczeniu z wcześniejszych świąt siostra schowa drzewko najwcześniej w pierwszej połowie lutego. Naprawdę tym sierściuchom potrzeba tyle stresu? Nie wystarczy postawić choinki równo 24 grudnia i schować ją 6, 7 stycznia? I jeszcze to jej (siostry) obstawanie „chcę mieć w tym roku choinkę”. Jakby jej nie miała przez ostatnie 4 lata. Mierzi mnie to – nie jest katoliczką, nie jest poganką, ale drzewko stawia. Żeby to było ze względu na syna, by nie było mu przykro w szkole, gdy koledzy będą opowiadać o choince i prezentach. Jeśli opowiadają o świętach i jedzeniu, to jakoś mojej siostry nie pobudza do ugotowania wigilijnych potraw, by synowi nie było przykro. No i te prezenty. Postaw się a zastaw. Jeśli już teraz stoi choinka, to rozumiem, że jak w zeszłym roku, nakupuje mu tyle prezentów, że nie będzie miała na czynsz. Choć niemal co roku powtarzam jej, że nie stać ją na taki jednorazowy wydatek, więc najlepiej byłoby, gdyby każdego miesiąca kupiła coś fajnego, niedrogiego i schowała, by 24.12 położyć pod choinką.

Uff.. trochę mi przeszło.. uspokoiłam się.. oczywiście kłótnia nie była tylko o choinkę… :/ ale i kilka pierdół, które siostra wyciągnęła, a miały miejsce kiedyś tam, tylko czekały na swój czas :/

Efektem powyższego jest wysłana wiadomość do selfstorage dotyczący wynajmu komórki na moje skrzynie i niemal godzinne siedzenie na oeliksie w celach poszukiwania pokoju do wynajmu.

Masakra..

ale któregoś dnia ten wbijający się gwóźdź tak mnie będzie uwierał, że w końcu ruszę dupsko i się wezmę zamiast wyć..

Brak słów

Wczoraj mojej siostrze uciekł syn na rowerze. Ośmiolatek. Wybrała się nie rowerową wycieczkę z synem i jego kolegą z klasy. Yasin pedałował całe lato. Możliwe, że zrobił w granicach 300-400 km. Jego kolega zajechał najdalej 30-40 km. Cała ta wycieczka była dość męcząca dla każdego z uczestników – chłopcy w jedną stronę jadąc co rusz zatrzymywali się, bo zbierali jarzębinę i żołędzie, a moja siostra ich cały czas poganiała. W drodze powrotnej już dość mocno będąc głodnymi jechali dość nierównym tempem, bo Yasin był ciągle z przodu i znikał mamie z oczu, a jego kolega nie miał sił pedałować i w ramach buntu, zatrzymywał się przy każdej napotkanej ławce i siadał, by odpocząć. Skończyło się na tym, że Yasin dostał od mamy pozwolenie, by dojechać do najbliższego zakrętu i tam zaczekać na resztę, a kolega obiecał, że już nie będzie się zatrzymywać, tylko muszą jechać dużo wolniej. Yasin pojechał dalej niż do zakrętu – przejechał cały las, dostał się na ulicę, pojechał 1,5 km tą ulicą, przejechał tory tramwajowe i wszedł do mieszkania. Ja w międzyczasie dostałam telefon od spanikowanej i zaryczanej siostry, że zgubiła syna, a „ten debil” za wolno jeździ, by mogła odszukać Jaśka. Mówiąc debil miała oczywiście na myśli kolegę syna, czy też syna swojej bliskiej koleżanki od której jest dość mocno zależna finansowo (zasponsorowała Jaśkowi pierwsze półrocze w prywatnej szkole, raz na dwa miesiące robi prezent w postaci środków do prania i co jakiś czas daje markowe ciuchy, z których wyrósł jej syn, a na Jaśka pasują jak ulał). Szukając swojego syna, przykazała Alkowi (koledze Yasina) siedzieć na ławce i się nie ruszać (była godzina 17:00 i w lesie był już dość duży zmierzch), zaczepiła jakąś parkę jeżdżącą na rowerze, by pomogli jej szukać dziecka, kogoś poprosiła, by sprawdził na brzegu stawu, czy tam nie ma chłopca na rowerze i w końcu po półgodzinnym szukaniu zadzwoniła do mnie. Ubrałam się i wychodząc z mieszkania (pomyślałam, że wyjdę na przeciw, bo może Yasin czeka na skraju lasu) natknęłam się na Jaśka. Był trochę zasapany (pewnie szybko pedałował i do tego wchodził na 3 piętro), ale poza tym w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że zrobił coś masakrycznego. Zadzwoniłam do Agaty, usłyszałam przez telefon „zabiję gnojka”. Yasin był zaskoczony, gdy powiedziałam mu, że gdyby mój syn wyciął mi taki numer, to nie dostałby dzisiaj obiadu i cały następny dzień siedziałby w sypialni bez dostępu do jakiejkolwiek zabawki czy sprzętu elektronicznego. Jego pierwszym posiłkiem byłoby dopiero śniadanie. Do końca roku miałby szlaban na telefon i laptopa, a na rower przez najbliższy tydzień. Do szkoły musiałby chodzić piechotą, podczas gdy matka jechałaby na swoim rowerze. Nie byłoby opcji, by mógł jechać na bagażniku. I za każde „nie chcę”, „nie zrobię”, „zmęczyłem się”, „yY” odejmowałabym jakąś swoją domową czynność, np. za jego „nie zrobię” ja nie zrobiłabym obiadu, za kolejne nie nastawiłabym prania, itd, itp.
Siostra po powrocie wciągnęła go do łazienki i słychać było, jak dostał z liścia. Potem wszyscy usiedli do obiadu. Po obiedzie Yasin dowiedział się, że ma na cały tydzień szlaban na telefon i laptopa.

Po co o tym piszę?

Nie dalej jak dobę temu dzieciak miał powiedziane wprost – szlaban na tel i lapka. Teraz siedzą we dwójkę przed laptopem i matka objaśnia synowi kolejne sceny odcinka z serialu Colombo. Rano miał powiedziane, że ma mieć przeczytaną całą lekturę „O psie, który jeździł koleją” – od 9:00 do 16:00 przeczytał 14 stron. W międzyczasie pod nieuwagę matki grał na telefonie (udawał, że czyta). Tłumaczy synowi kto to jest kochanka, a nie potrafi wytłumaczyć znaczenia słowa „zawadiacki”. Porażka dla mnie totalna.

Brak mi słów. Jak zwykle, gdy to ma związek z moją siostrą i jej synem.

Poczucie obowiązku..

Bardzo nie lubię, gdy ktoś utrzymuje ze mną kontakt li tylko z poczucia obowiązku. Zwłaszcza, gdy jest to krewny. A bardziej krewnego niż brat i jego żona, to już chyba być nie może..

Podejrzewam, że bratowa za mną nie przepada. I tak już jest od czasów, gdy tylko ze sobą chodzili. Niemiło się czułam, gdy już się pobrali i brat zamieszkał z nią u jej rodziców. By móc ze mną porozmawiać, wychodził pod pretekstem naprawienia czegoś w samochodzie i siedząc w nim, gadaliśmy pół godziny, godzinę, czasem jeszcze dłużej. Gdy żona pokapowała się, że Benji raczej niczego nie naprawia, to szła sprawdzać, co robi i gdy przyłapała go z telefonem przy uchu, to na jej pytanie „z kim rozmawiasz” odpowiadał „z Krzyśkiem” czy innym Ryśkiem. Byłam w związku z żonatym facetem, sama byłam zdradzana. Czuję ból jednej i drugiej strony. Ale żeby doprowadzać do takiej sytuacji, by rodzeństwo musiało się ukrywać, by pogadać. Chore.
Teraz mieszkają na swoim. Mają półrocznego synka. Odwiedziłam ich tylko raz. W lipcu. Byłam przejazdem z siostrą i jej synem. Byliśmy u nich niecałe 10 minut. Przyjęci byliśmy na stojąco w kuchni. Rozumiem, że jeszcze wszystko w powijakach (wybudowali się, ale teraz wszystko rozgrzebane, bo wykańczają). Bratowa siedziała z swoim bratem i jego żoną w salonie. My byłyśmy z naszym bratem w kuchni. Po chwili bratowa przyniosła synka, by tata go potrzymał, a sama zniknęła w salonie.
Jakiś 2 tygodnie temu dzwoniłam do niej, bo chciałam się umówić do kosmetyczki na przedłużanie rzęs. Kiedyś bratowa pracowała w jednym z dwóch salonów na tej samej ulicy, gdzie ja chciałam się umówić, ale nie wiem w którym. Dzwoniłam, by dowiedzieć się, czy ma jakąś opinię i czy poleca usługi. Ale nie odebrała, nie oddzwoniła, nie napisała. Kompletne zero odzewu. Tydzień temu pisałam do brata, by mi powiedział, czy jego żona pracowała w tym konkretnym salonie, albo czy coś wie o pracującej tam kosmetyczce. Brat nie odpisał. Dwa dni temu dostałam MMSa od bratowej ze zdjęciem siedmiomiesięcznego bratanka. Ot, tak po prostu. Ostatni raz, kiedy dostałam coś od bratowej na telefon, to było tuż po narodzinach (jakieś dwa tygodnie).

nie odpisałam, nie oddzwoniłam, nie odezwałam się w jakikolwiek inny sposób..

Nie wiem kiedy i jak mocno ją ugryzłam, że mnie nie lubi. Ale mam do niej żal, że częściowo przez nią nie mam kontaktu z bratem i całkowicie z bratankiem. Różnica wieku między nami jest dość spora, bym miała ciągle pierwsza do niej wyciągać rękę (20 lat).

To by było na tyle..

Blog Ojciec – 5 rzeczy..

Jestem po lekturze artykułu Kamila z Blog Ojciec

 

Wykorzystywanie swojej „dorosłości” jako czegoś wyższego nad dzieckiem jest i podłe i okrutne. Bez względu na to, czy dziecko ma 3 lata, czy 15 – za każdym razem jest to człowiek pełen ufności i nadziei, że ten, co stoi naprzeciw chce dla mnie tylko najlepiej w całkowicie pełnym tego słowa znaczeniu. Gdy podłość się powtarza w umyśle dziecka powstaje trwała myśl, że skoro tak robi mi rodzic, to znaczy że tak musi być. A gdy już dorośnie, to albo powiela zachowania przodka, albo ma żal, że było tak traktowane. Do dziś nie cierpię mojego wujka (brata mamy), który gdy miałam 14 lat filmował mnie, gdy stałam przed lustrem i wyciskałam sobie „syfki”. Gdyby tylko filmował, ale on na zjazdach rodzinnych puszczał to, gdy wszyscy siedzieli w salonie.. Ciociom, wujkom, kuzynostwu. Mama była zażenowana, ojciec przechodził nad tym do porządku dziennego. Albo ojciec robiący awanturę na pół ulicy i sąsiedzi stający w mojej obronie. Nie zapomnę tekstu, który po niemal 30 latach nadal go śmieszy, a dla mnie jest nadal tak samo durny, jak wówczas – umyłam samochód, a sąsiad, który cały czas obserwował moją pracę na koniec mówi do mojego ojca „ale pierworodna wypucowała ci autko, tak błyszczy, że aż w oczy razi”, a ojciec na to „błyszczy póki mokre”.. przeszła mnie myśl, by obrzucić ten samochód jajami, ale wiedziałam, że musiałabym wtedy myć ten samochód do końca moich dni mieszkając pod dachem rodziców, no i jeszcze zarobiłam co najmniej z liścia, jeśli nie kilka pasów na tyłek. Bardzo ciężko jest wyeliminować z siebie „wbite” nawyki z dzieciństwa. Pomagam wychowywać 8-latka i nie raz ugryzłam się w język, nie raz przepraszałam, nie raz ryczałam do poduszki, że przypominam swojego ojca. Ale uczę się i mam nadzieję, że Młody będzie w przyszłości super tatą, którego dzieci będą uwielbiać, a nie się bać. 🙂

Tom Cruise

Ostatnio jakoś tak wzięło mnie na oglądanie filmów z jego udziałem.. a zaczęło się od tego, że siostra spotkała się z pilotem F-16 😉 Nie latała z nim, bo i jak, ale zazdroszczę jej jak cholercia 😀 Ileż to razy stałam na tarasie i z zazdrosnym zachwytem przyglądałam się tym maszynom latającym nad moją głową.. Kilka miesięcy temu był Air Show i rzecz jasna siedziałam z kamerą na dachu 😉 Co ma z tym Cruise? Ano ten pilot podesłał jej kilka linków na YT z lotami różnych wielkich maszyn i wspomniał jej o filmie „Szybki jak błyskawica”. Oczywiście siostra wszystko pokręciła, gdy mi to opowiadała, ale taki już jej urok 😉 za nic nie mogła sobie przypomnieć o jakiego aktora jej chodzi, pamiętała tylko, że to stary film o samolotach hue hue hue

A gdy tak przypomniałam sobie czasy, gdy oglądałam ‚Szybkiego’, to pojawił się w mojej głowie „Coctail”. Od niego też zaczęłam wędrówkę po filmach z Tomem.

Coctail – przesympatyczny powrót do nastoletnich czasów -muzyki, której wtedy słuchałam, wakacji pełnych słońca i zakochań.. eeech.. mimo wszystko naprawdę było super.. Pamiętam też, że gdy pracowałam jako barmanka, to chciałam robić podobne cyrki z butelkami, szklankami, shaker’em.. ostatecznie nie robiłam ich, ale i tak fajnie mi się pracowało za barem 🙂
Podczas tego filmu uświadomiłam sobie, że od zawsze nie podobał mi się i nie lubię Toma Cruise, bo śjakiś taki dziwny trochę, a w dodatku bardzo mi przypomina brata mojej Mami, którego nie bardzo nie lubię i tę niechęć chyba przeniosłam na tego aktora.
Na FW dałam 7/10 gwiazdek

Zahaczyłam również o Rock of Ages.. Bożżżże.. Co to ma być???!!! Gdy przewijała się na początku lista występujących aktorów, aż się rozsiadłam wygodniej – Alec Baldwin, Catherine Zeta-Jones, Tom Cruise i kilku jeszcze znanych z fajnych ról drugoplanowych.. ale po kilkunastu minutach mina mi tak zrzedła, że szkoda słów.. nie wytrzymałam nawet pół godziny – wyłączyłam ten badziew zastanawiając się jak to możliwe, że tym ludziom chciało się przyjeżdżać na plan filmowy. No chyba, że założyli się z kimś o wielką kasę, że zagrają w największej szmirze wszechczasów..
1/10 *

Dałam sobie dzień odpoczynku i trafiłam na Wojnę Światów.. powiem szczerze, że mogło być lepiej, ale przynajmniej znalazłam powód dla którego jestem w stanie zaryzykować oglądanie następnych filmów z Tomem. Tylko te załzawione oczy mnie wkurzają, bo są tak masakrycznie nienaturalne. Taka tam sobie opowiastka o tym, jak to zwykły pracownik stoczni uratował Amerykę.. Niech Bóg ją błogosławi! 🙂
6/10*

Po „Wojnie” włączyłam (nie, żeby natychmiast minuta po minucie) Na skraju jutra. Jak dla mnie rewelacja! Świetny film, z rodzaju tych, które lubię – niby zagmatwany, ale gdy go rozłożyć na czynniki pierwsze, to wszystko układa się w piękną całość. Ogólnie to coś jakby futurystyczny „Dzień Świstaka”. Dobrze zagrane, dobrze połączone i do tego Emily Blunt, która wg mnie ma dość intrygującą urodę. Miodzio, palce lizać. Chciałabym część drugą 😀
9/10*

Dzisiaj skończyłam (bo tak naprawdę, to filmy oglądam raczej na raty – nie mam aż tyle czasu, by po prostu usiąść i patrzeć w ekran.. poza tym nie cierpię takiej bezczynności – zazwyczaj w trakcie oglądania robię sobie mani- i pedicure, albo skanuję książkę, albo dziergam.. zawsze coś muszę mieć w rękach 😉 ) Raport mniejszości. Oglądałam go pierwszy raz nie pamiętam kiedy, ale po dzisiejszym zakończeniu przypomniał mi się ten niedosyt, który czułam kiedyś i dziś również – co dalej z jasnowidztwem Agaty? Przecież historię można by było śmiało pociągnąć dalej.. szkoda, szkoda.. Koncepcja świetna, choć dużo by możliwych ewentualności jeśli chodzi o potencjalnych morderców.. Pojawił się Colin Farrell (nigdy nie pamiętam, gdzie są te podwójne literki) – fajnego typka zagrał.. myślę, że zdobył sympatię wielu kobiet, gdy w końcówce swojej roli stanął niejako po stronie głównego bohatera. Po kilku obejrzanych z nim (Farrellem) dochodzę do wniosku, że w „Raporcie” nie miał jeszcze tej zmanierowanej miny zbitego psiaka i przez to tutaj mi się podobał 😉

Z dzisiejszego naboru do Urzędu Wojewódzkiego nici.. nie wiem jak to się stało, dałabym sobie dwie ręce uciąć, że spotkanie w urzędzie miało się odbyć o 10:00. Gdy na zegarku była 8:33 i sprawdzałam jak dojechać, by być jakieś 10/15 minut wcześniej na miejscu, luknęłam sobie jeszcze raz na maila z informacją o tymże spotkaniu, a tam, że na 9:00. W tempie ekspresowym zamówiłam taksówkę, byłam już właściwie gotowa, tylko siedziałam sobie, piłam witaminę C i bawiłam się z kotem, więc była tylko kwestia dojazdu. Niestety nie zdążyłam – spóźniłam się 7 minut. Porażka na maksa. Jak można być tak głupio nieprzygotowanym??? Po tym, jak przez ostatnie dni siedziałam nad ustawami, zarządzeniami i uchwałami praktycznie dzień i noc??? Wstyd mi jak nie wiem co. I będę musiała skłamać siostrze, że się nie dostałam, bo nie przeszłam testów. Bo co mam powiedzieć?! Wku*wi się, gdy usłyszy prawdę. A kto by się nie wku*wił, gdy ma kogoś na utrzymaniu i sam ledwo wiąże koniec z końcem.
Zostaje mi teraz jedynie opcja Chaty Zwierzaka..

Codzienność z moją siostrą..

.. doprowadza mnie do szału..

O 21:06 Jasin szukał skarpetki, dosłownie jednej skarpetki, bo drugą miał. Szukał latając po całej chacie i przetwierając się ciągle na taras, na którym ją ponoć zostawił dzisiaj rano. Siedzę ze słuchawkami na uszach, by jak najmniej harmider przeszkadzał mi w nauce do czwartkowych testów, ale i tak swoją bieganiną chłopak wnosi tyle szumu, że odrywam się od nauki i zerkam na zegar. Domyślam się po co szuka tej skarpetki – będzie jeszcze siedział z mamą na dole i będą w coś grać. Krzyknęłam więc tak, by mnie było na dole słychać, że nie wymyśliłam sobie, by dzieciak (ośmiolatek) chodził spać najpóźniej o 21, mimo wakacji, bo to jest naprawdę dziecko i potrzebuje snu. Ale siostra wie lepiej – żal jej, że dziecko w wakacje też musi chodzić tak wcześnie spać (w ciągu roku szkolnego o 20:30) i pozwala mu siedzieć do późna (ostatnio to było po 23:00), „bo przecież ma wakacje”. Jednak nie ma oporów i nie jest jej żal dziecka, że jest niewyspane, gdy go budzi o 6:15 (zdarza się, że i przed 6:00), by go zaprowadzić na półkolonię, na 8:00 (rowerami dojeżdżają tam w 15 – 20 minut). Jest 21:20 – Jasin z mamą siedzą w salonie i grają. Jutro będzie darcie się od rana, by się pospieszył, trzaskanie drzwiami od toalety i balkonu, zostawienie syfu w chacie, bo się spieszyli i nie mieli czasu, by po sobie ogarnąć. Gdy poprosiłam dzisiaj wieczorem spokojnie, by chociaż taras zostawiali w takim stanie, w jakim go zastali (tę prośbę ponowiłam dzisiaj w sumie 4 raz i jak grochem o ścianę), to siostra wygarnęła mi historię mieszkania sprzed 4 lat, w którym mieszkałam sama z kotem i miałam wszystko na podłodze.. owszem – nie miałam żadnych mebli, więc wszystko było w stosach pod ścianami, ale zawsze było czysto i świeżo. Powroty do odległej przeszłości to ponoć domena kobiet.. no ale ja też jestem kobietą i jakoś tego nie robię..

To niej jest moje mieszkanie. Mieszkam u siostry kątem. Ale, żeby nie było niesnasek, to są jakieś zasady, które co rusz są łamane, gdy tylko siostrze lub jej synowi (zwłaszcza jemu) one przeszkadzają..

Ta praca w Chacie Zwierzaka jest mi mocno na rękę w sensie wyprowadzki. Ale żeby tak daleko???

Muszę coś z tym zrobić, bo tak dłużej być nie może – padam ze zmęczenia psychicznego 😦

Decyzja..

Od kilku dni noszę się z podjęciem ważnej decyzji.. Jak to mawiają – osiołkowi w żłobie dano.. hmm..

Do końca nadchodzącego tygodnia mam dostać odpowiedź, czy zostanę przyjęta do pracy w ZER MSW. Przeszłam pozytywnie testy i rozmowę kwalifikacyjną i dali sobie 2 tygodnie czasu na wybór między mną i taką młodziutką dziewczyną, całkowitym moim przeciwieństwem 🙂
W międzyczasie, by nie siedzieć założonymi rękoma szukałam dalej pracy. Pojawiło się kilka nowych ogłoszeń na BIP KPRM, niektóre nawet bardzo interesujące. Na fejsie, nawet nie pamiętam jak, dotarłam do fanpage’a Chaty Zwierzaka, na którym przypięty jest post, że szukają prócz wolontariuszy stałego pracownika. Napisałam, czy ogłoszenie o pracy nadal aktualne (było bodajże z samego początku miesiąca), dostałam odpowiedź, że jak najbardziej i.. zadzwoniłam. Porozmawiałam z babką – prezes, pracownik, sprzątaczka, etc. w jednym – straszną gadułą 😉 Uzgodniłyśmy, że za 24 godziny dam jej ostateczną odpowiedź, znając już więcej szczegółów typu podstawowe obowiązki, płaca. Na drugi dzień rano dostałam maila z zaproszeniem na testy i rozmowę kwalifikacyjną do Urzędu Wojewódzkiego na 28.07..

No i powstała zagwozdka w mojej głowie..
Czy aby powinnam podjąć się pracy w fundacji?
A jeśli zaakceptują moją kandydaturę w MSW?
Na testy w UW jest sporo do nauczenia się, ale fajne wynagrodzenie i nie jest to praca na zastępstwo..
Zadzwoniłam do p. Iwony z fundacji i powiedziałam, że przyjmuję jej 1400zł/m-c w Chacie Zwierzaka, na razie na miesiąc próbny. Jednocześnie poinformowałam ją, że w MSW rozstrzygają moją kandydaturę i odpowiedź mam dostać do końca miesiąca, a w czwartek mam kolejne testy i rozmowę w innym urzędzie, za wyższą pensję niż ona mi oferuje. Chciałam być wobec niej uczciwa. Uzgodniłyśmy, że jakby co, to ruszam z pracą u niej 1-go sierpnia.
Niestety nadal nie rozwiązało to moich dylematów. W piątek rano powiedziałam siostrze o potencjalnej pracy w fundacji, o MSW i kolejnych testach w przyszłym tygodniu. Nadal nie dało mi to żadnej podpowiedzi. (Wychodzę z założenia, że czasem trzeba powiedzieć coś na głos, a wtedy wszystko zaczyna się klarować i układać w idealną całość.) Siostra czasem coś w ciągu ostatnich dni napomknęła, ale nie rozjaśniło to niczego w mojej głowie. W środę rozmawiałam jeszcze z Magdą, byłą współlokatorką z FG. Nie, żebym dzwoniła po poradę, tylko rano napisałam do niej SMSa, że śniła mi się, że była sądzona przed Trybunałem Konstytucyjnym, no i zadzwoniła i tak od słowa do słowa doszłyśmy do moich dylematów z pracą. Poradziła, bym dała sobie spokój z fundacją, bo te powstają i upadają, nie są niczym stałym ani trwałym, raz mają kasę, a raz nie. Najlepiej by było, gdybym dobrze przygotowała się do przyszłotygodniowych testów i prócz tego chodziła po firmach i zostawiała swoje CV bez względu na to, czy ogłaszają się, czy nie. O fundacji powinnam kategorycznie zapomnieć. Hmm.. Siostra natomiast mówi, że będzie mi tam ciężko, bo to hospicjum, a ja bardzo przywiązuję się do zwierzaków, ale nie jest na „nie”.
Sporo naszukałam się informacji w necie o fundacji, o pani Iwonie. Raz pochlebne, raz wręcz przeciwnie, opinie wcale nie mi nie ułatwiły decyzji, którą już częściowo podjęłam – wybierając między MSW i Chatą, wybieram to drugie. Ale jeszcze ta rozmowa w nadchodzący czwartek.. Nawet nie otworzyłam jednej ustawy, a zostały mi raptem cztery dni.
Wczoraj przed zaśnięciem (właściwie to już dzisiaj, bo była prawie 1:00 w nocy) stawiałam na Chatę. Powiedzmy, że to było 95%. Dzisiaj przeczytałam bardzo fajny artykuł, który przechylił we mnie szalę na 99%, co byłoby równoznaczne z nie podchodzeniem do testów, tylko przygotowywaniem się przez nadchodzący tydzień na wyjazd do Chaty.

Bo Chata Zwierzaka, to fundacja – hospicjum mieszczące się pod Warszawą. Mam zapewnione zamieszkanie w postaci sporego pokoju plus wspólna kuchnia i łazienka. Praca jest 24h na dobę. Mieszkanie wspólne z p. Iwoną i zwierzakami, a jest ich sporo – ok. 40 psów i ponad 40 kotów. Większość to staruszki lub bardzo mocno schorowane zwierzaki, których opiekunowie nie mają już do nich sił lub cierpliwości. Moim zadaniem jest odciążyć p. Iwonę, by ta mogła zająć się poszukiwaniami ziemi pod budowę własnego domu dla hospicjum. W obecnym miejscu fundacja Chata ma możliwość pobytu do maja 2017, jest to wynajmowana nieruchomość, ale nie będzie przedłużenia umowy ze względu na skargi okolicznych mieszkańców. Nie da się ukryć, że taka ilość zwierzaków (zwłaszcza psów) nie należy do najcichszych.

No właśnie.. a czego ja chcę? Tak w ogóle, nie tylko w związku z pracą, ale po prostu w życiu?

Pracy „od do”?
Bez konkretnych godzin?
Za biurkiem?
W bliskim kontakcie z naturą?
Z roszczeniowymi ludźmi?
Za miastem..
Z dala od większości ludzi..
Z własnym ogródkiem..

Moje wahania dotyczą tak naprawdę tylko kwestii finansowych: a jak nie dostanę wypłaty za kolejny miesiąc? Co z kredytami i rachunkami na moje nazwisko typu ubezpieczenie w NN, telefon..